We czwartek, 24 marca przywitał nas kawą i ciastkami pan Andrzej Niemierko. W samo południe rozerwaliśmy pierwszą z kopert z nadesłanymi zdjęciami na konkurs fotograficzny ZMRP. Od tego momentu, na przekór panującemu zimnu, zaczęła rosnąć temperatura w sali obrad jury. Na stole rozłożyliśmy siedemdziesiąt fotografii nadesłanych przez dwunastu autorów.
To przegląd mostów w kraju. Oglądaliśmy zdjęcia i z budów, i świeżutko oddanych mostów, jak i tak nadgryzionych zębem czasu i zaniedbanych, że należałoby zaraz wysłać na niektóre obiekty ekipy remontowe.
Bardzo mnie zaciekawiły, jak zwykle, obiekty, które fotografowałam, a tu widzę je z zupełnie innej perspektywy, w innym świetle, czasami aż szczękałam zębami z zazdrości!
Wybraliśmy kilku wydawnictwom zdjęcia na okładki czasopism, typowaliśmy obrazy do kalendarza, i kto by co najzwyczajniej na świecie, wstawił w ramę i powiesił na własnej ścianie.
Omawiając styl prac, jury obstawiało wyniki w swoim, nieoficjalnym konkursie. Czy pod danym pseudonimem kryje się ta a ta osoba, na co wskazuje sposób kadrowania, duch zdjęcia, barwy itp. Następnym razem dopuścimy się chyba też nieoficjalnego plebiscytu na najfajniejszy pseudonim artystyczny.
Uzgodniliśmy również, że zamordujemy tych Startujących w konkursie, których godło będzie dłuższe niż osiem znaków, a tytuł zdjęcia przekroczy znaków szesnaście. Spisywanie godła i tytułu zawartego w czterech podrzędnie złożonych zdaniach, przy takiej liczbie prac jest dość upierdliwe :))). Zamiast podziwiać zdjęcia, dyktujemy i piszemy, dyktujemy i piszemy :))))). A po każdym etapie znów spisujemy, i spisujemy, i spisujemy :))), tj. nasza pani sekretarz, Ewa Michalak pisze.

Pan Andrzej Niemierko proponuje kawę, tyłem stoi Paweł Pierściński, obok Ewy Michalak
— Marek Mistewicz, autorka zdjęcia oczywiście z drugiej strony aparatu
W Rosnówku, gdzie zostaną ogłoszone wyniki konkursu stanie również pręgierz, do którego uczepimy — chłostać nie będziemy; zbyt to męczące — Uczestników, którzy zapomnieli o zmianie obowiązującego formatu w jakim zdjęcia mają być nadsyłane, jak i Tych, którzy nie przesłali płyt z wersją elektroniczną prac.
Koniec utyskiwań! Plastrem na obdarte palce od długopisów i zdarte od dyktowania gardła była możliwość oglądania dobrych ujęć. I się zaczęło...
Do kogo, która mgła bardziej przemawia. Czy lepsze są baśnie Andersena, czy Poniatowszczak w koronie, czy to dół, czy góra zdjęcia, czy to most w Stańczykach czy Buszkowie. Chyba pierwszy raz inżynierowie bronili miękkiego, ciut odrealnionego, plastycznego zdjęcia, gdzie doskonale jest oddany system podwieszenia kładki, ale umyka cała budowla, a fotografik Paweł Pierściński, kręcił nosem, bo nie widać konstrukcji. Zazwyczaj z panem Pawłem zażarcie broniliśmy właśnie tego typu podejścia do tematu: lekkiej abstrakcji, podkreślenia detalu, a nie obrazów, dobrych, ale mimo wszystko tzw. oto most.
Zastanawiałam się przez moment, czy pan Marek Mistewicz, pierwszy raz uczestniczący w naszych obradach, nie będzie się łapał za głowę słuchając naszych, często bezpardonowych, dyskusji: ależ tak! ależ nie! za dużo z lewej!, to jest świetnie podkreślone!, mostu nie widać!, jak nie widać, jak widać! to jest zdjęcie kwiatka, a nie mostu!, ależ mostu, kwiatek ciągnie całe zdjęcie! Pan Mistewicz wytrzymał, co więcej był najbliższy w swojej punktacji wynikowi konkursu.
Zapraszamy do Rosnówka, po nagrody i na wystawę pokonkursową.