***
Serwis prowadzony jest we współpracy z Zakładem Mostów PWr pod kierunkiem prof. Jana Biliszczuka, Zakładem Budowy Mostów PP pod kierunkiem dr. hab. inż. Arkadiusza Madaja, Politechniką Warszawską pod kierunkiem prof. Wojciecha Radomskiego oraz Związkiem Mostowców RP.
Z łezką w oku wracam do tegorocznych Wrocławskich Dni Mostowych. Zżymam się na gytie, popatruję na odpowiedzialne pale i jubilerskie prefabrykaty.
Wrocławskie Dni Mostowe zazwyczaj są dla mnie momentem przełomowym w roku. Zastanawiam się nad tym, czy WDM-ów nie przyjąć we własnym jestestwie jako cezury noworocznej, rezygnując z zupełnie dla mnie niewygodnego bałaganu na przełomie grudnia i stycznia, ponieważ:
We Wrocławiu podsumowany zostaje rok na budowach i w pracowniach projektowych, nawet jeśli czasem nie ma to odbicia w referatach, to przebija się w kuluarach, a my zamykamy rok u siebie na różnych polach bitew.
Są to dla mnie, od kilku lat, jedyne dni wolne od pracy.
To tu, kilka lat temu, ukuł się pomysł na gazetę i we Wrocławiu przed rokiem była jej premiera.
Stąd wywożę morze pomysłów, lub przyczynków do pomysłów.
Zazwyczaj coś mnie zaskoczy, czy chwyci za serce — proszę:
— Ewa Kordek w swoim referacie zwraca uwagę na filigrany, szok! Co filigrany robią na budowie mostu, a nie w wytwórni jubilerskiej! A jak mam teraz interpretować utwory Fiolki i Renaty Przemyk – czy dusza bezdusznie, a może wręcz odwrotnie, poetycko, składa się z prefabrykatów?
— Łza mi się zakręciła w oku, podczas prezentacji materiałów fotograficznych z budowy wiaduktu nad ul. Konstytucji 3 Maja w Jeleniej Górze. Elementy, które dla ich uroczych "oczek" fotografowałam w Wytwórni Konstrukcji Stalowych Firmy Gotowski, tworzą teraz nielichy wiadukt.
— Pan Marek Salamak wyzwolił mój, wyciszony w tym roku, imperatyw, co to mnie gna po kopalniach o różnej orientacji wydobywczej. I zgadzam się zdecydowanie z panem doktorem – trzeba przemyśleć kwestię budowy nad szybami lub na terenach po wyrobiskach odkrywkowych, bo nie mogę już słuchać negatywnego wydźwięku zwrotów "szkody pogórnicze", "deformacje pokopalniane", itp., oczywiście, między innymi dlatego, że jestem z tą gałęzią przemysłu mocno związana uczuciowo, ale i dlatego, że też lubię jak mi w korpus w domu ciepło i nie dzięki temu, że nałożyłam na siebie siedem kołder.
foto: Katarzyna Janikowska (zdjęć w galerii: 3)
— A jak już jestem przy górnictwie — chyba założymy Towarzystwo Zachęcające Gytie do Przesunięcia Się. Potrafią one wciągnąć i wielki harwester na odkrywce, i paskudnie podłazić pod podpory mostowe. W skali paskudności gytie dzielą się na: paskudne (Bydgoszcz Ogińskiego), zdecydowanie paskudne (okolice Łyny) oraz przepaskudne (okolice Kleczewa).
Tu podejmuję ważne decyzje; np. w tym roku zmieniam znów stan cywilny, bo usłyszałam jak pan Dariusz Sobala komunikował, że ma w swojej stajni "odpowiedzialne, 30 metrowe pale", aż zaświeciło mi się oko.
Owszem, narzeczony-pal jest może ciut z gruba ciosany, ale prostolinijny. Co więcej, w moim ulubionym szarym kolorze i proszę przy mnie nie mówić, że ma cerę ziemistą. A chropawe lico narzeczonemu, moim zdaniem, raczej dodaje niż odbiera uroku. Może robić wrażenie jakby kij połknął, ale mam nadzieję, że ogólną sprężystość żartu posiada niczym moi przyszli teściowe (Aarsleff).
Nie ma to, paradoksalnie, związku z Towarzystwem Opieki nad Zabijanymi Palami i Deskowaniem Traconym. Pod jego egidą o pale dbamy, hołubimy, sprawdzamy, czy im się dobrze wiedzie. Wbicie pala w małżeństwo ze mną poważnie odstaje od powyższej charakterystyki.
Nie dość, że będzie niósł ogromne obciążenie, to podstawa bytowania ze mną jest labilna. Myślę, że porównując – gytie okazują się być ostoją stabilności. Niestałość gruntu jest znów niczym w porównaniu z niestałością, czy wręcz chimerycznością konstrukcji połowicy, którą pal ma wytrzymać (utrzymać).
Trudno mi będzie skarżyć się teściom, bo mi odetną kasę na reklamy w gazecie, z uwagi na konflikt interesów. Chyba że pan Sobala potraktuje ten związek jako eksperyment w ramach badań naukowych nad krańcową wytrzymałością pali w księżycowo skrajnych warunkach. Będę musiała też zrezygnować z prezesury w strukturach Towarzystwa.
Zastanawiam się też, czy pozwolić na zwyczajowe badanie pala, bo właściwie wypada ono w nasz miesiąc miodowy, a w końcu jest to trepanacja czaszki. Choć właściwie, narzeczony z tulipanami na głowie nie brzmi (wygląda) źle, ale gorzej jak po badaniu stwierdzą, że nie wytrzymał...