***
Serwis prowadzony jest we współpracy z Zakładem Mostów PWr pod kierunkiem prof. Jana Biliszczuka, Zakładem Budowy Mostów PP pod kierunkiem
dr. hab. inż. Arkadiusza Madaja, Politechniką Warszawską pod kierunkiem prof. Wojciecha Radomskiego oraz Związkiem Mostowców RP.

BlackBerry_bold_marzec Image Banner 180 x 150


***
777 przepisów
Mostownicy Łucji

artykuł

Ostracyzm zamostowy

autor: Katarzyna Janikowska
Czegoś tak smutnego i dramatycznego dawno nie widziałam! Kaczka przebierała nogami na krze i zerkała pod most, jakby czekając na to, że ją kto na powrót zaprosi. Nie miałam też okazji widzieć mostu w charakterze elementu zdecydowanie dzielącego.

Pojechałyśmy robić zdjęcia do następnego artykułu o mostach na "smródce". Miałyśmy niezłą pogodę i malowniczą marszrutę. Wprawdzie jak wjechałyśmy tysiącem zawijasów w okolice jezior, pokonując urzekające mosty i wiadukty, a droga zaczęła przypominać relacje z ekstremalnych rajdów, to nam trochę ścierpła skóra w pewnych miejscach.

Błoto, tam gdzie coś rozmarzło, waliło nam się na szyby i dach, w miejscach bardziej oblodzonych strzelałyśmy niemal tulupy. Od czasu do czasu trzaskały nam połacie lodu pod kołami, a do końca nie byłyśmy pewne, czy nie podzielimy losów zatopionych w "śmiesznych" rzeczkach czołgów i ciężarówek. Jak dojechałyśmy do rejonu: pionowo w górę, pionowo w dół, nerwowo zaczęłam się zastanawiać, gdzie mam instrukcję od "asystenta wspinania i zjeżdżania" pod kątem 90 stopni.
Kacha Druga zaproponowała zerwać zawczasu tyle gałęzi ile wsadzimy do kufra, gdybyśmy znów, jak na wycieczce w Trzech Króli, jeszcze Peugotem, nie mogły wyjechać autem z odludnego, śliskiego wąwozu. Jak wiadomo każdemu dziecku oficera wojsk lądowych, jest to niezawodny sposób wyprowadzenia każdego wehikułu z pola walki z nieprzyjaznym gruntem.

Za siedmioma podjazdami i siedmioma zjazdami, w środku lasu, ogarnął nas totalny zgiełk. Targowisko to mało! Niespodziewana wrzawa koncentrował się przy moście. Ku pokrzepieniu, kilkanaście metrów od mostu stał dom otoczony zabudowaniami gospodarczymi. Jak zablokowałyśmy drogę wyjazdową z siedliska, zawołała do nas Mieszkanka posiadłości. Co więcej, Mieszkanka zaprosiła nas na podwórze, udostępniając wygodne, miejsce parkingowe, no i dające uspokajającą świadomość, że jak któraś z nas skończy w wodzie – jest szansa na pomoc. Wjechałyśmy na parking – i okazało się, że jesteśmy w środku, a raczej ośrodku nadawania drugiej części zgiełku, w odpowiedzi na leśny harmider. Ze zwierzyny domowo-gospodarczej, w obejściu, nie było jedynie chyba słonia.

Widok z lodu Kacha Druga: chodu! Wypędzona

foto: Katarzyna Janikowska (zdjęć w galerii: 3)

Na niesiony z nad jeziora jazgot, wszystkie zwierzaki gospodarskie odpowiadały w swoich dialektach takim samym jazgotem, horror jak "Ptasie radio".
Most okazał się belką zawieszoną nad przewężeniem dziur w wielkich lodowiskach. Po lewej stronie obiektu siedział dywan wrzeszczących kaczek, z brzegu lodowiska przyglądały się im dwa dość groźnie, w naszej ocenie, wyglądające łabędzie. Kiedy szukałyśmy dobrego miejsca do robienia zdjęć okazało się, że jazgot jest dość uporządkowany, tj. po pojedynczej lub dwugłosowej wypowiedzi następowała wrzawa, do tego dochodziło parę wielokulturowych zdań z parkinu, chwila ciszy i znów monogłos. Zaczęłyśmy się zastanawiać, czy do magazynu nie dołączać płyty z nagraniami?

Zajęłyśmy się fotografowaniem i wsłuchiwaniem w dziwaczne bulgoty dobywające się spod lodu. W pewnym momencie Kacha Druga teatralnym szeptem dała komendę: chodu, bo popłyniemy. Podeszłyśmy wyżej i zdałyśmy sobie sprawę, ze panuje surrealistyczna cisza – to co – jednak się utopiłyśmy? I jesteśmy w zimowym niebie? Zdecydowanie nie oczekiwałyśmy hurys, ale drink z parasolką i o 20 stopni cieplejszy klimat byłby w klasie.

Otrzeźwiła nas krótka i jakaś taka ostra wypowiedź kaczki, bezwiednie spojrzałyśmy w stronę i głosu i mostu. Następnie, znów w totalnej ciszy zafurczały skrzydła i na naszą stronę lodowiska przeleciały dwa ptaki. Co więcej, jeden wrócił na "salę obrad" po wskazaniu drugiemu kry, gdzie ten drugi pozostał! Wrzawa wybuchła z nową siłą. To był ewidentnie jakiś sąd skorupkowy!
Ze smutkiem, choć nie wiedziałyśmy co "nasza" kaczka przeskrobała, zostawiłyśmy ją samą, po drugiej stronie mostu, przebierającą pomarańczowymi nogami po krze i zaglądającą pod mostem na salę obrad.

Na podwórzu wypadło na nas stado gęsi, które na dziobach miało wymalowane pytanie: kogo wywalili?, jak się skończyło? Szybko! – stwierdziłyśmy – żeby się nie okazało, że jamnik mówi do nas ludzkim głosem, chcą na przykład przedyskutować sytuację, i że jednak jesteśmy w jakimś niebie... uciekłyśmy do samochodu i w drogę – na hot-doga lub jajecznicę przywracające do rzeczywistości.


polecamy


MBilfingerBerger


 
polityka PRYWATNOŚCI
POLEĆ znajomemu nasz serwis
|
RSS
kontakt
 
manufaktura janikowska