Cholera — zaklął zakładając gumowe rękawiczki — a jak znajdę więcej niż jedną? Wysiadając z samochodu wzdrygnął się słysząc głośny plask własnych kaloszy — ale błoto. Z rezygnacją wyrażoną całym ciałem podszedł do niej. Była nad samą wodą. Smukła, zgrabna, jeszcze zachowała normalny kolor. Rozłożył płachtę brezentu a na nim walizkę ze sprzętem. Pstryknęły zamki. Z jękiem rezygnacji wiatr zawinął brezent na walizkę, a Kostkowi niemal opiekuńczo docisnął kaptur. Nic z tego mój drogi — smutno zaśmiał się pod nosem Kostek odrzucając w tył głowę — w kapturze gorzej mi się pracuje — wiesz — obcięte pole widzenia. Wziął coś z walizki i wreszcie do niej podszedł. O matko! Z bliska rana w betonie wyglądała znacznie gorzej. Muszę dokładnie obejrzeć wszystkie podpory...
Oto początek thrillera zainspirowanego nową książką Wydawnictw Komunikacji i Łączności "Uszkodzenia i diagnostyka obiektów mostowych" autorstwa Jana Bienia.
Jeszcze żaden podręcznik akademicki mnie tak nie poruszył, doprowadzając do wymyślania kryminału, gdzie diagnosta ściga sprawcę deformacji, degradacji, destrukcji, odkształcenia itp. Co ciekawe — do pomocy — oprócz powyższej walizki ze sprzętem ma SMOK-a. Więcej, opowieść bynajmniej nie ucieka w łagodne fantasy a w science fiction. SMOK jest programem. A w sukurs przychodzi mu SZOK.
Książka jest doprawdy wyczerpującym (nie tylko nerwowo) i dobrze zilustrowanym zbiorem przykładów patologii i geriatrii... schodząc na ziemię — zapraszam do przeczytania rzeczowego opisu publikacji na stronach księgarni WKŁ.