***
Serwis prowadzony jest we współpracy z Zakładem Mostów PWr pod kierunkiem prof. Jana Biliszczuka, Zakładem Budowy Mostów PP pod kierunkiem
dr. hab. inż. Arkadiusza Madaja, Politechniką Warszawską pod kierunkiem prof. Wojciecha Radomskiego oraz Związkiem Mostowców RP.

BlackBerry_bold_marzec Image Banner 180 x 150


***
777 przepisów
Mostownicy Łucji

artykuł

Wrocławskie Dni Mostowe

Tyle było czekania — i już po konferencji. Wrocławskie Dni Mostowe trwały od 22 do 25 listopada br., aktywnie uczestniczyłyśmy w sesjach, jeszcze aktywniej w spotkaniach integracyjnych, a przygody towarzyszące przemieszczaniu się z miejsca na miejsce będą nam towarzyszyć długo, długo...

Konferencja, jak zwykle, była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Wygodnie rozparte w fotelach auli Politechniki Wrocławskiej, z zapartym tchem słuchałyśmy historii o tym, jak prefabrykaty uczestniczą w mostowym życiu — w budowach, naprawach, renowacjach. Przyjemnością był wykład Pana Michela Virlogeux, który z dużą ekspresją opowiadał o błędach w projektowaniu mostów podwieszanych, co chwila rzucając z mównicy "disaster" lub "it's stupid". Do listy uroczych terminów mostowych dopisałyśmy "deskowanie tracone", i z dumą musimy powiedzieć, że wrodzona inteligencja podpowiedziała nam, o co w tymże deskowaniu chodzi. Struchlałyśmy ze strachu, kiedy Pan Jerzy Bąk opowiadał, jak to prefabrykaty przewozi się ulicami miast w tę i z powrotem, składając i rozkładając znaki drogowe (podobną historię opowiedział nam zresztą Pan Gotowski, a rzecz dotyczyła remontu wiaduktów poznańskich przeprowadzanego w Bydgoszczy).

Podsumowując — wszystko robiło wrażenie, a największe wrażenie zrobiła — rzecz jasna — nasza gazeta MostyPolskie.PL.

Wracając natomiast do przygód towarzyszących przemieszczaniu się z miejsca na miejsce...

Przygoda Pierwsza
Zagadane do nieprzytomności, skrawkiem świadomości odnotowałyśmy wjazd pociągu relacji Gdynia-Poznań na peron 5 w Bydgoszczy. Nie przerywając ważnych dyskusji (Rędzin, Grudziądz, premiera naszego czasopisma, i temu podobne) wsiadłyśmy do wagonu i zajęłyśmy miejsca, nawet nie podejrzewając, że coś jest nie tak. Łatwo można więc wyobrazić sobie nasze zdziwienie, kiedy Pani Konduktor zerknęła na nasze bilety i powiedziała: "Ale panie wsiadły nie do tego pociągu..." O cholera, jedziemy do Gdyni — taka była nasza pierwsza myśl. Na szczęście, okazało się, że jechać to jedziemy jednak do Poznania tyle że IC a nie PR (tu pobłogosławiłam syna za wiedzę wszelaką na temat kolei polskich, dzięki której wiedziałam, o czym Pani Konduktor do nas mówi). Małe zamieszanie z wystawianiem nowego biletu, instrukcje, co zrobić ze starym, i spokojnie pojechałyśmy dalej. W Poznaniu skok na drugą stronę peronu, do pociągu do Wrocławia (trzy razy zapytałyśmy Pana Konduktora, czy to na pewno ten pociąg), po czym grzecznie ustawiłyśmy się przy przedziale służbowym celem zdobycia kolejnego nowego biletu i mądrych adnotacji na starym. Palić się chciało bardzo, jak się okazało nie tylko nam, ale i Panu Konduktorowi, udało się więc go nam namówić na wspólną wyprawę do toalety celem wypalenia dwóch Marlboro i jednego R1. W toalecie nie paliłam nigdy w życiu, w kolejowej tym bardziej, a mina pani czekającej na skorzystanie z przybytku była nagrodą za wszelkie niedogodności. Najpierw toaletę opuścił roześmiany Pan Konduktor, potem dwie równie rozweselone panienki (czyli my).


1 2 » »»

polecamy


MBilfingerBerger


 
polityka PRYWATNOŚCI
POLEĆ znajomemu nasz serwis
|
RSS
kontakt
 
manufaktura janikowska