Most kolejowy w Zalesiakach
Tego mostu szukałyśmy długo. Zaznaczony na mapach, niby prowadzi do niego kilka dróg, ale jakoś na żadną nie udało nam się trafić. Wjazd wysłużonym Peugeotem w las (niech żyją francuskie samochody, mogłybyśmy spokojnie reklamować Peugeota 406 jako auto terenowe), po kilkudziesięciu metrach takie chaszcze, że robimy w tył zwrot i wracamy na drogę. Okoliczna młodzież podpowiada kolejną trasę, i znowu to samo. Światło było coraz gorsze, wieczór zbliżał się ogromnymi krokami, więc utrudzone zaparkowałyśmy nad Wartą przy moście w miejscowości Wąsosz Dolny i z obrazem szalejących w szuwarach dzików pod powiekami oraz w towarzystwie komarów wielkości słoni poszłyśmy spać.
Rano (czyli około godziny 5) podejście z prawego brzegu Warty i w końcu, dzięki pomocy ludzi zmierzających do pracy do cementowni, dotarłyśmy...
Most kolejowy jest cudny, urzeka przede wszystkim kratownicą, która jest zupełnie nie z tej strony, gdzie zazwyczaj. Katarzyna rozłożyła sprzęt, zrobiła kilka zdjęć i zdecydowała, że czekamy na jakiś pociąg. Po drugim wypalonym papierosie za naszymi plecami pojawił się mężczyzna prowadzący rower. Spokojnie wspiął się po schodkach prowadzących na nasyp, wsiadł na rower i... pojechał, niczym pociąg, wąską kładką pomiędzy torami. Zanim zrozumiałyśmy to, co widzimy, mostem przemknął jeszcze dwóch rowerzystów i jeden pieszy. A pociągu nie było.
Oczywiście, zgodnie z zasadą o złośliwości rzeczy martwych (choć trudno tak nazwać pędzący pociąg), kiedy Pani Fotograf zaczęła pakować aparaty, a ja zarzuciłam statyw na ramię, usłyszałyśmy głośne RP1 (czyli, jak wiem od syna — miłośnika kolei, sygnał pociągu) i w panice zaczęłyśmy rozkładać sprzęt. Oczywiście, nie zdążyłyśmy, i te zdjęcia Katarzyna zrobiła z ręki. Hmm, klnąc przy tym jak szewc, ponieważ "z ręki to można..., a nie robić zdjęcia" (cytat z wypowiedzi Artystki). Ale postanowiłyśmy cierpliwie poczekać i opłaciło się. Pojechały jeszcze dwa pociągi, tak więc po godzinnym polowaniu mogłyśmy z aparatem pełnym zdjęć zjeść zasłużone śniadanie. W przemoczonych butach, w spodniach mokrych do kolan.