serwis prowadzony jest we współpracy z Zakładem Mostów PWr pod kierunkiem prof. Jana Biliszczuka, Zakładem Budowy Mostów PP pod kierunkiem prof. Witolda Wołowickiego, Politechniką Warszawską pod kierunkiem prof. Wojciecha Radomskiego oraz Związkiem Mostowców RP
artykuł

Z podrózy wzdłuz mostów na Warcie

autor: Katarzyna Kowalska
O tym, że zmagania z ponurym nastrojem jesiennym nie zawsze przypominają walkę z wiatrakami, a czasem nawet przynoszą niespodziewanie miłe korzyści. Relacja z naszej kolejnej wyprawy, tym razem listopadowej, na poznański most drogowy w ciągu autostrady A2.

Ze znanych mi sposobów na jesienną chandrę wypróbowałam kilka – wszystkie z mizernym skutkiem. Zdecydowanie najskuteczniejszy okazał się jeden, przetestowany jeszcze latem, w czasie lipcowych wędrówek wzdłuż mostów na Warcie, a mianowicie – hot dogi i kawa na stacjach benzynowych Orlen. Choć gusty kulinarne Artystki i moje (czyli Sekretariatu) bardzo się od siebie różnią, w tym jednym jesteśmy zgodne — nie ma nic lepszego niż chrupiąca bułka z parówką (w kwestii sosów pozostajemy każda przy swoim — musztarda oraz meksykański) i kawa z maszyny serwowana na orlenowskich stacjach.

Tak więc kiedy przytłoczył nas listopad, setki niezałatwionych spraw i nieustające problemy z dziećmi, w pewną sobotę wpakowałyśmy się w Hondę (tak, tak, tym razem Pegeout miał dzień wolny od pracy) i ruszyłyśmy na poszukiwanie stacji z hot dogami (jak zapewne wiedzą osoby wtajemniczone, nie każda stacja Orlen oznacza możliwość zjedzenia bułki z parówką). Pierwsza znajdowała się w zasadzie na rogatkach Bydgoszczy, co było zbyt małą odległością od domu i pracy, popędziłyśmy więc dalej. Druga stacja wydawała się być o rzut beretem od pierwszej (a przynajmniej tak sobie wmówiłyśmy) i w ten sposób znalazłyśmy się w okolicach Gniezna.
Po zaspokojeniu potrzeb ciała i ducha stwierdziłyśmy, że jesteśmy tak blisko Poznania, że grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i nie dorobić kilku zdjęć mostu drogowego w ciągu autostrady A2, które Artystka robiła rok wcześniej przy absolutnie niesprzyjającej aurze.

W Poznaniu znalazłyśmy się w oka mgnieniu i... utknęłyśmy w gigantycznym korku, który ciągnął się chyba od Nowego Tomyśla. W efekcie do mostu dotarłyśmy już przy zachodzącym słońcu, ale nie takie przeszkody próbowały już zniechęcić Katarzynę. Godzina upartego włóczenia się pod mostem i wzdłuż brzegu Warty — i efekty widoczne są na zdjęciach. A nagrodą za ciężką pracę był widok, który zobaczyłyśmy, kiedy — już w ciemności — wdrapałyśmy się na sam most. Światła pędzących samochodów, oświetlony most i panorama Poznania w oddali, powoli budzącego się do nocnego życia...

<br />foto: Katarzyna Janikowska <br />foto: Katarzyna Janikowska <br />foto: Katarzyna Janikowska <br />foto: Katarzyna Janikowska <br />foto: Katarzyna Janikowska

foto: Katarzyna Janikowska (zdjęć w galerii: 5)

polecamy

 
polityka PRYWATNOŚCI
POLEĆ znajomemu nasz serwis
|
RSS
kontakt
 
manufaktura janikowska