***
777 przepisów
Mostownicy Łucji
Ale nasza pierwsza wyprawa w górę rzeki Deveron nie była tak do końca bezowocna. Wracając – co prawda w pośpiechu, bo z perspektywą zostania uznanym za dwa bażanty – zauważyliśmy maleństwo, które umknęło naszej uwadze w drodze "tam". Maciupeńki mostek, jednakowoż solidny bo kamienny, który umożliwił nam przejście suchą nogą przez jeden ze strumyków, będących dopływem rzeki głównej. Cały ten teren należał niegdyś do Williama Duff, pierwszego hrabiego-właściciela miejscowości Fife, można jeszcze obejrzeć wzniesione przez niego mauzoleum, lodownię, a więc zapewne i ten mostek to dzieło jego podwładnych.
Od maleństwa do giganta. Najbardziej imponujący most, niegdyś wiadukt kolejowy, znaleźliśmy w Cullen, małej wiosce niegdyś rybackiej, obecnie letniskowej. Wiadukt, a właściwie trzy wiadukty – jeden długi i dwa krótkie – wzniesiono w 1886 roku. Koszt budowy był znacznie większy niż się początkowo spodziewano, ponieważ wytyczona pierwotnie linia kolejowa miała przebiegać przez ziemie należące do ówczesnej właścicielki hrabiny Seafield, a nie wyraziła ona zgody na tę budowę z sobie tylko znanych powodów. Tak więc trasę trzeba było wytyczyć od nowa, a długość linii kolejowej przez to bardzo się wydłużyła. Wioska Cullen słynęła pod koniec XiX wieku z ogromnych połowów ryb – śledzia i łupacza, transport kolejowy był więc bardzo potrzebny. Linię kolejową zamknięto w 1967 roku, a dwa z trzech wiaduktów zostały zaadaptowane jako część ogólnokrajowej ścieżki rowerowej, tak więc mogliśmy się po nich przespacerować, co widać na jednym ze zdjęć.
Dodam jeszcze tylko, że przez cały tydzień naszego pobytu padało tylko raz, Szkoci chodzą ubrani w spodnie i są przemili i życzliwi, a whisky mi nie smakowała. Do Loch Ness nie dotarliśmy, tak więc ze stereotypów potwierdzam tylko, że zamki są urokliwe, a swetry z wełny szetlandzkiej noszą się doskonale.